Polski hip-hop – najlepsze płyty ubiegłej dekady

najlepsze płyty ubiegłej dekady Polski hip-hop (1)

Ubiegła dekada była bez cienia wątpliwości przełomowym okresem dla polskiego hip-hopu. Po kilku latach względnej stabilności rap wyrwał się z okowów, narzucanych mu przez scenę uliczną i zaowocował skrupulatnym wyeksplorowaniem kierunków, których ten gatunek jeszcze nie eksploatował w Polsce.

Muzyka ta przestała być radykalna i zaangażowana, zawitała natomiast w klubach studenckich i w większości domów w Polsce, ponieważ brzmienie zostało złagodzone i stało się znacznie bardziej kompatybilne z uchem przeciętnego polskiego słuchacza. Popyt na hip-hop w pewnym momencie stał się wręcz absurdalny, ponieważ dosłownie każda płyta rapowa wspinała się bardzo wysoko na ogólnopolskiej liście sprzedaży, co było rezultatem wielkiej lojalności fanów wobec artystów, niespotykanej zupełnie w innych gatunkach. Pod koniec dekady hip-hop jest już prawdziwym gigantem i bardzo trudno o tydzień, w którym na szczycie list sprzedaży nie byłoby nowej premiery płyty wykonawcy z tego gatunku. Jakie płyty z ubiegłej dekady w największym stopniu przyczyniły się do takiego stanu rzeczy?

Na pewno wyróżnić należy tutaj takich twórców, którzy przecierali szlaki w kwestii przemycania do polskiego hip-hopu innych brzmień. Ogromne wrażenie swego czasu zrobił krążek “Za młodzi na Heroda” duetu Rasmentalism, w podobnej stylistyce przez dłuższy okres poruszał się również Taco Hemingway. Obok ciepłych brzmień przyszła również moda na inspiracje muzyką trapową, którą rozpropagował w kraju przede wszystkim Quebonafide, będący twarzą wszelkiego rodzaju eksperymentów. Wymienić tutaj należy oczywiście jego album “Egzotyka“, który szokował rozmachem i koncepcją zakładającą tworzenie muzyki na każdym z kontynentów świata. Kropką nad i stał się natomiast album “SOMA 0, 5 MG” niezwykłego duetu Quebonafide i Taco Hemingway’a, którzy postanowili we dwójkę podbić wszelkie listy sprzedaży, zawładnąć sercami słuchaczy i wywindować polski rap do miana pełnoprawnej muzyki popularnej, słuchanej przez masy.

Jeśli chodzi natomiast o projekt, któremu najbliżej jest do miana jednoznacznie najlepszej płyty ubiegłego dziesięciolecia, trudno jest tutaj wyróżnić jakąkolwiek pozycję inną niż kultowy “Art Brut” duetu PRO8L3M. Projekt stworzony w bardzo rzadko spotykanej nad Wisłą formie mixtape’u od razu stał się fenomenem, ponieważ miał tak wiele atutów, że trudno jest je wymienić jednym tchem. Podstawą sukcesu bezsprzecznie było wykorzystanie fragmentów wokalnych z kultowych szlagierów z lat 80. i 90., które Oskar i Steez bardzo umiejętnie wkomponowali w swoje utwory. Album był również bardzo sentymentalnym tworem, opartym od początku do końca na wspomnieniach z lat ubiegłych, ale był przy tym na tyle nowatorsko i sprawnie zarapowany i wyprodukowany, że nie popadł w tych wspomnieniach w żaden banał lub marazm. “Art Brut” ciągle zapiera dech w piersiach i z miejsca wchodzi do ścisłego kanonu polskich płyt hip-hopowych, które uznaniem cieszą się wszędzie, niezależnie od preferencji muzycznych potencjalnego słuchacza.

Może Ci się również spodoba