Polski rap w roku 2020 – co nas zaskoczyło, a co rozczarowało?

W momencie, w którym Quebonafide po raz pierwszy zaprezentował się światu w wersji całkowicie odmienionej, można było już wstępnie stwierdzić, że będziemy mieć do czynienia z czymś wielkim i niezapomnianym.

Powrót rapera do image’u sprzed kilkunastu dobrych lat odbił się ogromnym echem w mediach i niejako postawił kropkę nad i w dywagacjach na temat tego, czy Quebo jest gwiazdą muzyki pop. Cały kraj dosłownie oszalał na punkcie jego akcji promocyjnej, która zaowocowała sentymentalnym, żartobliwym projektem, będącym gratką dla osób, które zamówiły płytę w przedsprzedaży, a także pełnoprawnym albumem z olbrzymim rozmachem, który jakimś cudem zdołał dorównać niebotycznym wręcz oczekiwaniom i zadowolić w zasadzie wszystkich słuchaczy. “Romantic Psycho (Japan Edition” to sentymentalne piosenki o miłości życia, to piękny ukłon w stronę słuchaczy oldschoolowego rapu w postaci utworu “COJESTMAŁPY“, to ukłon w stronę alternatywy (“AJETLAGMÓJNOWYDRAG“) czy w końcu w stronę muzyki popowej (“BUBBLETEA“). Krążek okazał się niezwykle wręcz spójny i dojrzały, tak muzycznie jak i tekstowo. Uniesienie ciężaru oczekiwań musiało wiązać się z wielką presją i to, że Quebonafide ten ciężar bez problemu uniósł, jest sytuacją naprawdę bez precedensu.

pro8blem art brut 2 album coverCały kraj czekał również swego czasu na projekt “Art Brut 2“, który był kontynuacją legendarnego już mixtape’u nagranego przez duet PRO8L3M. Oczekiwania były niebotyczne, ponieważ pierwsza edycja tego projektu wywindowała Oskara i Steeza do pozycji ogólnokrajowego fenomenu, grającego potężne koncerty i atakującego rokrocznie kolejnymi, świetnymi projektami. O tym, czy oczekiwaniom udało się dorównać, najlepiej może świadczyć niestety fakt, że w miesiąc po premierze bardzo niewiele już się o tej płycie mówi. Zarzutów znalazło się kilka, a wśród czołowych znalazła się chociażby rezygnacja z kultowych sampli wokalnych ze szlagierów z lat 80.
Narzekano również na brak klimatu, budowanego na poprzednim krążku przy pomocy wstawek z filmów takich jak “Sztos” czy “Wielki Szu“. O ile nie sposób nie przyznać, że “Art Brut 2” jest w gruncie rzeczy płytą dobrą i odważną, tak należy uczciwie przyznać, że bycie dobrą płytą to za mało, kiedy mowa o kontynuacji legendarnego już cyklu.

Nieco mimochodem na rynku muzycznym pojawiła się natomiast płyta “FIT” Tymka. Raper okazał się sensacją roku ubiegłego i można spokojnie przyznać, że nikt nie nagrał takiej ilości szlagierów, co on w tym złotym okresie. Był niczym król Midas, bo każdy utwór, w którym grał główną rolę lub był gościnnie, okazywał się hitem zgarniającym dziesiątki milionów wyświetleń. Płyta złożona z samych, ogranych już dobrze szlagierów siłą rzeczy musiała wywoływać nieco mniejszy efekt, mimo że oczywiście sprzedała się znakomicie. Trudno jest tak naprawdę powiedzieć, czy ta płyta jest rozczarowaniem, czy nie – jest po prostu zapisem ostatniego roku w życiu Tymka, który to rok na dobrą sprawę mogliśmy śledzić na bieżąco za pośrednictwem regularnie dostarczanych, cieszących nasze uszy singli.

Może Ci się również spodoba