Warga – Warszawskie Powietrze

Idę ulicą, tak z buta bez polotu
Jebać Uber, Metro, Cierpy transport dla idiotów
Ja bucę ten bruk, od kilku lat już
Jestem tego Bruk-Bet, ckliwy notariusz
Spisuje testament mym powiekom bliski
Bo ciągle znajduję się po złej stronie Wisły
Nieczyste zagrywki, czuje przyszedłszy
Gdy wycieram ludzkość o chodnik z podeszwy
Tam na dole kipi męskość z alkoholem
I me nozdrza atakuje ścierwo z grilla przypalone
Pokonuje most Peleton pustych skorup na rowerze
Mijam hordy dziewczyn które szczerzą się nieszczerze

I znów w żyłach płynie ten booster
I znów jestem głośniejszy od “Luster”
I tak jak w lustrach, przestrzeń przepusta
Choć tłumnie ten tłum mnie.. ćpa, ćpi, ćpie
W żyłę przeee…
To ja zabieram z niego to co najlepsze
I chłonę to naćpane, warszawskie powietrze

A w uszach mych, ciągle jest elektrożar dziś, czuje się jak One man one Jean Michel Jarre
Spływa po mnie deszcz, jeszcze lepie się jak mgła
Otulam się ciepłem dwóch MDMA
Ktoś łypie ukradkiem, kradnie mi dusze
Ty masz plecak pełen cashu
Ja całą walizkę wzruszeń
Wyruszam w podróż przez miasto przeklęte
Jak Hermafrodyta z dorabianym pętem
Ulice jak stygmaty, płaczą dziurą krzyku
Przed klubami aborcje treści na chodniku
I wyjdziemy z tej hucpy jak martwi nad ranem
Asertywność i duma do rynsztoka spłukane…

I znów ten booster rozżarza moje żyły
Jestem brudniejszy od Nowej Jerozolimy
I tak jak tam, lepię się wszędzie
Narzędzie we mnie, przędzie prę jak tylko wejdzie
I się dossało, zasysa i ssie (eee)
Wyrywam zatem z serca to co najświeższe
I chłonę to naćpane warszawskie powietrze

I już ten booster przechodzi przez aortę
Zalewa serce smolne, docelowy port ten
A portfel gorzkim kryształem się mieni
Nic biegu wydarzeń, tej chemii już nie zmieni!
Straceni, przez własne ciała zdradzeni
Vidi, bez Vici, zostaje samo Veni
I łapie już zwałę jeszcze będąc w metrze
Zatrułem się warszawskim naćpanym powietrzem…

-To miasto wciąż takie samo, Warszawa
-To miasto pachnie jak szlugi i kalafiory
-Zawiść, zazdrość
-Małolatki się wożą jakby były Beyonce
-Dziś w moim mieście, w drogich klubach chłodny szampan
-Nagapiłem się już dość
-Dziś w moim mieście, słońce wstaje nad ranem, ten dzień zapamiętasz albo zapomnisz na amen

I już ten booster przechodzi przez aortę
Zalewa serce smolne, docelowy port ten
A portfel gorzki, kryształem się mieni
I piekło wydarzeń tej chemii już nie zmie…

Może Ci się również spodoba